czwartek, 13 lutego 2014

Spacerkiem po Warszawie - Anioły nad miastem, ślub trupa

Kiedyś mieszkałam w Warszawie i lubiłam to miasto. Teraz myślę, że ....pojechać na chwilę, otrzeć się o tłumy, pozwiedzać, nasycić się ruchem wielkomiejskim, odwiedzić stare kąty, spotkać się z przyjaciółmi... to owszem, czemu nie. Natomiast zamieszkać w anonimowym molochu to już nie dla mnie.  Lubię góry, las, przyrodę, ciszę i sympatycznych ludzi. Myślę , że odnalazłam swoją niszę, doceniam to piękno które mnie otacza i tu gdzie jestem czuję się szczęśliwa.
Warszawa jest jednak fantastycznym miejscem na pójście do teatru, na spacer po Starówce, można się przejść ulicą Kozią, wejść do Muzeum Karykatury, wpaść do dawnej "Telimeny" i powspominać niegdysiejsze spotkania (wnętrze już nie to, ale widok z okna ciągle ten sam i herbaty mają wyborne).

Chodząc po Warszawie nie sposób nie otrzeć się o ślady tragicznych wydarzeń, dotknąć smutnej historii tego miasta. Pomniki, tablice pamięci, mury pod którymi rozstrzeliwano, getto, więzienia....



Pawiak- gmach carskiego więzienia śledczego, nazwa pochodzi od ulicy Pawiej gdzie było wejście. Wzniesiony w latach 1830-36. W czasie II wojny światowej było tu więzienie śledcze Gestapo. Więziono tu 100 tys. osób, głównie członków konspiracji. Podczas Powstania Warszawskiego, Pawiak został wysadzony przez Niemców, został jedynie fragment bramy wjazdowej i część jednego z oddziałów. Od 1965 jest tu muzeum.


A na Rynku Starego Miasta ciągle otwarty mój dawny klub "Largactil", teraz są tam wykłady, pogadanki, spotkania dyskusyjne, filmy. Po kolacji w naszym ulubionym miejscu na przeciwko Kilińskiego, poszliśmy na nocny spacer i wtedy nad nami fruwały anioły. Były białe, wypełniały całą wąską przestrzeń pomiędzy staromiejskimi kamienicami, trzepotały skrzydłami i znikały zanim udało nam się wyjąć aparat. W końcu udało nam się uchwycić kilka nad Teatrem Narodowym.




Jeszcze słów kilka na temat Pałacu Prezydenckiego. To było bardzo interesujące zobaczyć naocznie miejsca które normalnie widzi się w telewizji.



Fajnie było zrobić sobie zdjęcie z "Justitią"-rzeźbą witającą nas przy wejściu na schody, która jest alegoryczną personifikacją Sprawiedliwości, zobaczyć kaplicę z witrażami zrobionymi przez Jurka Owsiaka (tego od Świątecznej Orkiestry), galerię obrazów i usłyszeć całe mnóstwo ciekawostek o dawnych balach, o Koniecpolskich, Lubomirskich, Radziwiłłach, o koncertach, wystawach np. "Bitwę pod Grunwaldem" właśnie tu  prezentowano pierwszy raz i tutaj dał swój pierwszy koncert ośmioletni Chopin.
Na mnie jednak największe wrażenie wywarła Sala Kolumnowa. Tyle się tu działo na przestrzeni wieków. To w tej sali w 1955 roku podpisany został Układ Warszawski, tu w 1970 roku podpisano układ o normalizacji stosunków polsko-niemieckich,  również tu w roku 1989 stanął okrągły stół przy którym władze PRL toczyły rozmowy z opozycją demokratyczną i wreszcie w 1999 roku tutaj podpisano akt przystąpienia Polski do NATO.


Ale jest też historia mrożąca krew w żyłach. W czasie II wojny Pałac został zajęty przez Niemców i pełnił między innymi rolę kasyna, hotelu i siedziby SS. Właśnie w tym Pałacu, w Sali Kolumnowej, w lutym 1944 roku wystawiono na widok publiczny ciało Franza Kutschery, fanatycznego nazisty, kata Warszawy. Kutschera został zastrzelony w wyniku zamachu przeprowadzonego przez Armię Krajową. Trumna z jego ciałem została przewieziona pociągiem do Berlina, ale zanim do tego doszło  miała miejsce bardzo dziwna i przerażająca uroczystość. Był to ślub trupa Kutschery z jego norweską narzeczoną, która była w zaawansowanej ciąży. Brrrr...