czwartek, 8 maja 2014

Wycieczka rowerowa, kuracja pokrzywowa

Goczałkowice Zdrój, Zabrzeg, Czechowice-Dziedzice


Mam ogromną satysfakcję, bo tak naprawdę to nie jeździłam na rowerze, dobrze jest spróbować czegoś nowego i mimo wewnętrznych oporów, będąc w wieku piernikalnym, potrenować, doszlifować i polubić.
Goczałkowice Zdrój to miejscowość położona w Dolinie Górnej Wisły. Otaczają ją Pasma Beskidu i Lasy Pszczyńskie. Atrakcją są wody mineralne, stawy rybne, tama i  Jezioro Goczałkowickie z wodą pitną dla Górnego Śląska. Znajduje się tu duży ośrodek lecznictwa reumatologicznego, oraz nerwic i osteoporozy.
Nazwa miejscowości pochodzi od rycerza Goczała, który otrzymał tą ziemię za zasługi wojenne. Pierwsza pisemna wzmianka o Goczałkowicach pochodzi z 1326roku.





W Goczałkowicach jest deptak jak w każdej miejscowości sanatoryjnej, a po tym deptaku przechadzają się Panie Kuracjuszki, takie ładne, zadbane, wymasowane. Panie przysiadają na ławeczkach, albo w kawiarenkach i wymieniają poglądy na temat zdrowia. Chętnie też i nieodpłatnie udzielają porad, można się dowiedzieć gdzie są najlepsze zabiegi, jakie i na co pomagają.

Można tam sobie z marszu zaserwować zabiegi terapeutyczne, wodne, błotne, masaże i wszystko co tylko komu przyjdzie do głowy. Potem jak już człowieka odnowią, to koniecznie trzeba iść do restauracji na kolację z tańcami.Grają lokalne gwiazdy estrady, nawet rytmiczne to ich łubu dubu, trzeba się tylko się zaimpregnować na koncert życzeń, bo z jakiegoś powodu wszyscy sobie dedykują jedną i tą samą piosenkę "Ona jest tu i tańczy dla mnie".


Porównujemy z poprzednią wycieczką, wtedy powstawały gniazdka, teraz już są małe, wtedy był ptasi rejwach, teraz skrzydlaci rodzice karmią swoje pisklaki i słychać tylko kukułkę.
Objechaliśmy okoliczne wioski, pola rzepaku są o tej porze przecudne, jeszcze długa droga przed nami , ale trzeba się nacieszyć kolorami.






Jedziemy dalej, przesmyki pomiędzy stawami, jakieś łąki, wąską groblą i ścieżynką staramy się objechać jezioro dookoła i dotrzeć do tamy. Jest coraz bardziej dziko i coraz więcej pokrzyw. Nagle tuż przed nami wyskakuje bażant, coraz trudniej jechać po trawie, ale też coraz ładniej i ciszej, no i niespodzianka......







W samym środku pokrzyw, a ja pokrzywy bardzo lubię i doceniam ich lecznicze właściwości, no więc w tych pokrzywach pomiędzy stawami przyłapaliśmy in flagrante delicto kuracjusza z kuracjuszką, jak się na kocyku kurowali. Kuracjusz owinął Kuracjuszkę w ręcznik kąpielowy razem z głową, to były takie okłady z pokrzyw, pewnie na reumatyzm. Ja dodaję pokrzyw do twarogu, a ostatnio zrobiłam zupę pokrzywową, była super i zdrowa, ale kuracja świeżymi pokrzywami to dopiero musi skutecznie poprawiać zdrowie.

Zrobiliśmy około 16 km licząc w prostej linii, a dodając groble i leśne ścieżynki to pewnie więcej. Zwiedziliśmy okoliczne wioski i wracać trzeba było już regularną drogą. Wycieczka udana, pogoda super, a na obiad pstrąg na maśle. Świat jest piękny,  a z życia trzeba korzystać. Człowiekowi tak naprawdę niewiele potrzeba do szczęścia, dobre słowo, trochę słońca, bliski i serdeczny towarzysz wycieczek i stary rower z wypożyczalni za 3 zł na godzinę.