wtorek, 10 grudnia 2013

Spotkanie autorskie z Leszkiem Mazanem

Dziś w Bielsku Białej był Leszek Mazan :
starszy hejnalista z Wieży Mariackiej, profesor szwejkologii stosowanej nadany przez Czeską Akademię Haszkologiczną, współtwórca krakauerologii (inna wersja cracouanistyki).............., a na poważnie dziennikarz, publicysta, autor licznych książek o Krakowie, o Pradze, o Szwjku i Aursto-Węgrzech, erudyta i gawędziarz z ogromnym poczuciem humoru. 

To była autentyczna frajda uczestniczyć w spotkaniu z ciekawym i wesołym człowiekiem, autorem wspólnie z Mieczysławem Czumą książki "Austriackie Gadanie czyli Encyklopedia Galicyjska". Oprócz ciekawostek dotyczących polsko-czeskich stosunków były też popularne piosenki o Krakowie i takie jak np. Szła dzieweczka do laseczka, czy od Krakowa jedzie fura, a na furze Waligóra, które to piosenki, jak się dowiedzieliśmy pochodzą od naszych sąsiadów Czechów.

Mazan przytaczał złote myśli Haszka np: "jak tam było, tak tam było, jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś tam nie było". Opowiadał o specyficznym poczuciu humoru Czechów i różnicach mentalnościowych, o żartobliwym podejściu do religii i spraw ostatecznych np. trzymanie urny z prochami Gotfalda w barku z alkoholem i stukanie urny kieliszkiem z Grappą.
Było o braterstwie polsko-czeskim, ale tylko wtedy kiedy potrzebna była pomoc w wyprawach na germańców. Dopiero w 1918 roku nasze narody zaczęły się powoli poznawać i jeszcze wolniej zbliżać, okazało się że Krak był Czechem i Kraków to było czeskie miasto. Czesi powoli dochodzili do wolności, ale nie tak jak Polacy na drodze czterech powstań, tylko spokojnie. Mazan opowiadał o zrywaniu stosunków dyplomatycznych między naszymi krajami, o tym że Czesi mają do nas więcej pretensji o Zaolzie niż o 1968 rok i że w 1980 roku armia czechosłowacka wybierała się  do Polski, ale operację odwołano dwie godziny przed wyjazdem.

A z rzeczy zabawnych i krakowskich, to właśnie Leszek Mazan wytropił, że królowa Bona przywiozła ze sobą 200 sztuk odzieży, ale ani jednej pary majtek. Kościół zezwolił na noszenie majtek dopiero w 1870 roku. Paradoksalnie majtki, a właściwie ich brak, prawdopodobnie uratował Bramę Floriańską przed zburzeniem, chodziło o to żeby nie było przeciągów i żeby wiatr nie podwiewał sukien paniom idącym do Mariackiego. Brzmi fajnie, ale coś mi się wydaje, że Pan Mazan to podkolorował.