piątek, 22 listopada 2013

Savoir vivre i "k..wa" która weszła na salony


Co się stało z manierami, etykietą, zasadami dobrego wychowania. Czy ktoś jeszcze wie co to jest kindersztuba, savoir vivre, uprzejmość, grzeczność, dobry ton, czy szacunek dla innych. Przybywa wulgaryzmów, na ulicy, w mediach, w pracy, wśród młodzieży i co najdziwniejsze te wulgaryzmy są ogólnie akceptowane. Czyli k....weszły na salony.
Oglądałam kilka razy kabaret w telewizji i tam aż roiło się od brzydkich, niecenzuralnych słów, teksty były płytkie, chamskie, a najczęściej używane słowo to K..... Publiczność się z tych prymitywizmów śmieje i na dodatek jeszcze płacą za bilety. Co się stało z tymi wspaniałymi kabaretami, które pamiętam sprzed wyjazdu z Polski? Dlaczego ludziom tak radykalnie zmienił się gust.
Dlaczego to tak koszmarnie "spsiało" i dlaczego ludzi te wulgaryzmy śmieszą? Czemu rynek zalewa prasa śmieciowa, dlaczego ludzie czekający w kolejce do lekarza nic nie czytają, dlaczego w pociągu czytają co najwyżej brukowce. Kiedyś był niewielki procent ludzi wykształconych, ale istniały prawdziwe intelektualne elity, ludzie używali te półtora kilo szarej substancji które mają w głowie i radzili sobie bez internetu i tych wszystkich elektronicznych gadżetów. Teraz zachowują się tak jakby myślenie bolało. Kiedyś człowiek oryginalny to był artysta, który stworzył coś nietypowego, dziś to ktoś kto nie ma żadnych hamulców i zamiast kropek na końcu zdania mówi słowa na k.....
Statystycznie rzecz biorąc, ogólne wykształcenie Polaków jest coraz wyższe, a ogólny poziom i kultura coraz niższe. Jest bardzo duża przepaść pomiędzy tym czego nas uczą w szkole, a tym co umiemy. Dla mnie najbardziej żenujące, szczególnie po tak długim pobycie za granicą, jest prymitywny język ludzi których widzę w telewizji. Rażą błędy językowe naszych polityków, dukanie, stękanie i silenie się na elokwentne wypowiedzi, co często daje odwrotny efekt i jest śmieszne. A śmieszny polityk, to żałosny polityk. Trudno jest dać temu odpór.
Leciałam kiedyś na trasie Londyn - Pyrzowice razem z dużą grupą młodych Polaków z małymi dziećmi. Byli to ludzie pracujący i mieszkający w Wielkiej Brytanii. Zadziwiające było to, że dorośli ledwo sobie radzili z angielskim, za to małe dzieci doskonale sobie radziły z polskimi wulgaryzmami. Mały chłopczyk zamiast powiedzieć przepraszam to krzyknął: co się k....plączesz pod nogami, a potem w podobny sposób używając jeszcze gorszych słów załatwił sobie wejście do toalety. Rodzice byli dumni, a współpasażerowie rozbawieni. Smutne.
Trzeba mieć dużo samozaparcia, bardzo mocne wewnętrzne postanowienie i nie dać się sprowokować, nie dać się zirytować, nie okazać zniecierpliwienia...tylko wychodzić ze wszystkich sytuacji z kulturą. Jestem konsekwentna, chociaż przyznam, że bywa to trudne, ale już mam to przerobione, można człowieka "rozłożyć na łopatki" kulturą i eleganckim zachowaniem.