wtorek, 29 października 2013

Subiektywne przemyślenia na łonie przyrody - ekshibicjonizm, homoseksualizm, zmiana płci, dobra książka


Rano była Zumba, już prawie wszystkie sąsiadki z naszej ulicy chodzą razem żeby poskakać, potańczyć, wprawić się w dobry humor. Potem wycieczka do lasu, ciągle jeszcze letnia pogoda, a mchy i liście codziennie w innej, bardziej kolorowej odsłonie.





W lesie miałam takie swoje subiektywne przemyślenia, o tym że kindersztuba, czy zasady dobrego wychowania, dobry ton......to jakieś archaiczne sformułowania dla "dinozaurów". Zastanawiałam się co nie wypada, gdzie są granice tego co można upublicznić, czy ekshibicjonizm jest dzisiaj w modzie i co dla popularności są w stanie zrobić "jętki jednodniówki", czy inne okazy z nieodpartym "parciem na szkło".



 A wszystko za sprawą programu, który dziś rano przypadkiem oglądałam w TV. Były to wynurzenia pewnej młodej i urodziwej kobiety, która opowiadała intymne detale dotyczące swoich upodobań seksualnych (np. że próbowała seks również z kobietami, że to lubi, że jej mąż takie zachowanie akceptuje i nie traktuje tego jak zdradę), o operacjach powiększających kształty i wymiary, o tatuażach w miejscach intymnych itd... Nie było to ani ciekawe, ani smaczne i nie wiem czemu miały służyć te rewelacje.
Ja się nie gorszę, dla mnie ta pani może sobie uprawiać seks z kim chce i może się cała wytatuować, to jest jej sprawa, jej ciało, jej zdrowie, jej pieniądze.

Chodzi mi o to, że większość ludzi toleruje dewiacje i dziwactwa u tzw. celebrytów, a napiętnuje tych którzy zasługują na zrozumienie i pomoc.
Ciągle słyszę krzywdzące i nie mające żadnego poparcia naukowego opinie na temat homoseksualizmu, czy transeksualizmu. W tych wypowiedziach nie ma chęci dowiedzenia się więcej z wiarygodnych źródeł, nie ma akceptacji drugiego człowieka, szacunku dla jego "inności", nie ma empatii, a tylko krytyka i często prześmiewcze uwagi.
Ja mieszkałam w miejscu bardzo tolerancyjnym i akceptującym ludzi o różnym wyglądzie, preferencjach, zachowaniach, pod warunkiem, że indywidualne wybory tych ludzi nie szkodziły innym. Geje to są przemili, przyjaźni i zawsze skłonni do pomocy ludzie. Pracowałam w San Francisco, gdzie niejednokrotnie na płaszczyźnie zawodowej, miałam do czynienia z homoseksualistami, a także z mężczyznami przygotowującymi się do zabiegu zmiany płci. Były to długotrwałe znajomości (takie przygotowanie trwa około 2 lat), wywiady i konsultacje z ich lekarzami prowadzącymi, oraz wiele szczerych rozmów z samymi zainteresowanymi.
Wiem jaka to straszna męka czuć się dziewczynką i być, ze względu na widoczne cechy płciowe, zaszufladkowanym go grupy chłopców. Mieć narzucany sposób zachowania, ubierania się, upodobań, a nawet dostawać, inne niż by się chciało, zabawki. Słyszałam wiele zwierzeń dotyczących tych lat, kiedy ci chłopcy, nie wiedzieli co się z nimi dzieje, dlaczego są inni, dlaczego mają inne zainteresowania niż ich rówieśnicy, dlaczego są tak bardzo nieszczęśliwi. Brak zrozumienia ze strony otoczenia tylko powiększał poczucie inności i odrzucenia. Rodzina zwykle widziała jakieś niepokojące objawy i podejmowała próby zrobienia z delikatnych i wrażliwych chłopców, prawdziwych twardzieli. Były sporty, były kluby strzeleckie, były bardzo męskie ubrania.... często w dobrej wierze, rodziny robiły wszystko żeby z tych swoich nadwrażliwych i bojaźliwych chłopców zrobić bardzo męskich facetów. A tymczasem oni płakali po nocach, sekretnie bawili się lalkami i marzyli o sukienkach i makijażu. Natura czasami popełnia błąd, jest coś takiego jak płeć psychiczna, emocjonalna i to jest ważniejsze.
To tyle z kategorii subiektywnych przemyśleń. Bądźmy wrażliwsi, bądźmy tolerancyjni, nie osądzajmy," inny" człowiek, to wcale nie znaczy gorszy człowiek.


No może jeszcze, ale to pod wpływem  programu telewizyjnego traktującego o polityce, że w dzisiejszych czasach "Cnota", "Honor" to są wyłącznie rzeczowniki nieosobowe, rodzaju żeńskiego, lub męskiego.
Dlatego trzeba koniecznie mieć kontakt z przyrodą, być sobą, starać się być dobrym człowiekiem, pochylać się nad dziećmi, pomagać ludziom, tylko to daje poczucie szczęścia i spełnienia.








 A na trasie obowiązkowo jedzenie dojrzałych już owoców dzikiej róży i tarniny, a także zrywanie głogu i zbieranie czerwonych liści do wazonu. Trzeba przynieść do domu trochę barwnej jesieni, żeby zimą cieszyła oczy.










No i koniecznie trzeba czytać wartościowe książki.
Maria Wiernikowska - "Oczy czarne, oczy niebieskie" reportaż z drogi do Santiago de Compostela

"Pytasz, co w moim życiu z wszystkich rzeczą główną,
Powiem ci: śmierć i miłość - obydwie zarówno.
Jednej oczu czarnych, drugiej-modrych boję.
Te dwie są me miłości i dwie śmierci moje."
                               Jan Lechoń

Ten cytat z Lechonia sprawił, że zaczęłam czytać Wiernikowską (wiersze Lechonia to był pierwszy prezent od Marka). Lubię jak książka porusza we mnie jakąś okrytą pyłem czasu i zapomnienia, wrażliwą nutkę. Początek był koszmarny, nie mogłam przebrnąć przez kolejne dni z jej wędrówki, a właściwie pielgrzymki, to było wkurzające, nie w moim stylu, ale jakoś nie miałam sumienia odłożyć....chciałam tej książce dać szansę.
Cieszę się, że dałam. Powoli zaczęłam odnajdywać fragmenty które przemawiały do mnie bardzo osobiście. Zaczęłam lubić i podziwiać autorkę. Jej wspomnienia z konfliktów zbrojnych które relacjonowała przypomniały mi moją wędrówkę. Ja też czułam się bezradna i wystraszona w obcym i wrogim, szczególnie dla kobiet, kraju. Widziałam jak przez pustynię uciekali amerykanie, potem wybuch stanu wojennego w Polsce, msza święta pod gołym niebem i agresja tubylców, ataki, zamknięta ambasada i ucieczka z narażeniem życia z ogarniętego chaosem kraju.
Wiem jak trudne może to być dla kobiety, potrafię też sobie wyobrazić strach, że się nigdy więcej nie zobaczy dziecka.
Ciekawe obserwacje, spora wiedza o świecie, ludziach, historii i polityce. Wiernikowska to odważna kobieta, jak żyje tak też pisze.