poniedziałek, 10 marca 2014

Goście na Ostatki - Bielsko Biała

 Rynek Starego Miasta w Bielsku Białej jest trochę dziwny. Neptun obok

 nowoczesnej fontanny, wykopaliska za szkłem i stara rzeźba Świętego Wacława,

 to zupełnie do siebie nie  pasuje i każdy pyta o co chodzi z tymi dziwadłami na 

 Rynku.




Za to Zamek Sułkowskich po remoncie prezentuje się świetnie. Zwiedziliśmy 

też Katedrę  Św. Mikołaja, zaułki gdzie kręcili "Kreta", browar, a kawa była w 

naszej ulubionej, kameralnej kawiarni "Oskar".

W repertuarze mamy też ciekawostki: tajemnicze przejścia, bramy które prowadzą 

do o dziwo ciągle zamieszkałych staromiejskich kamienic i jedyne w Polsce, 

prywatne Muzeum Literatury im. Władysława Reymonta.





 Trudno uwierzyć, ale to jest klatka schodowa i brama.


Muzeum Literatury w Bielsku-Białej - panoramy, spacer wirtualny

www.panoramy-wirtualne.pl › Bielsko-Biała



Muzeum zostało utworzone w 1989 roku przez Tadeusza Modrzejewskiego, który własnym sumptem odnowił ofiarowane mu przez Urząd Miasta pomieszczenia. Ściany i belki w powale pomalował na wzór "Chłopów", namalował obrazy, wyrzeźbił postacie, zrobił ogródek w stylu "Chłopów", a nawet na szkle malowany portret Reymonta.




 Muzeum nie zawiera żadnych oryginalnych eksponatów, wszystko jest dziełem jednego człowieka, jego pasji i uporu. Najciekawsze i najbardziej niesamowite w tym muzeum są ręcznie przepisywane i ilustrowane dzieła klasyków literatury polskiej. Pan Tadeusz przepisał ich już ponad sto, niektóre sprzedał do USA i Kanady żeby mieć pieniądze na następne przedsięwzięcia.




Muzeum ma ogromne kłopoty finansowe, nie otrzymuje żadnych dotacji, prawdopodobnie dlatego, że Pan Tadeusz odmawia, bądź nie potrafi dokonać niezbędnych formalności. Dawno już temu została w Muzeum odcięta elektryczność, nie ma też ogrzewania, nie ma gazu, nie ma łazienki, a Pan Tadeusz koczuje tam w spartańskich warunkach, nawet podczas dużych mrozów i nadal ręcznie, przy świecy, przepisuje klasyków.




Często do niego wpadamy, jest wdzięczny jak mu się przyniesie kawałek ciasta z kawą, czy świeczki. Po kilku wizytach artysta (bo on, aczkolwiek samouk, ale talent ogromny), otwiera się i opowiada swoje koleje losu. Jest to raczej smutna opowieść o człowieku który miał sen, o człowieku który skończył zaledwie dwie klasy szkoły włókienniczej i miał pewne ograniczenia, nie mógł nauczyć się pisać małych literek, nie do końca rozumiał co czyta, nie potrafił opowiedzieć swoich myśli, odczuć i snów.





 Pewnego dnia nastąpił przełom, było to za sprawą filmu "Chłopi", był pod wrażeniem, czuł coś wielkiego, ale nadal nie do końca rozumiał na co patrzył. Próbował czytać "Chłopów", ale to na nic się nie zdawało, aż wpadł na pomysł żeby przepisywać książkę drukowanymi literami (do dziś tak pisze) i wtedy dotarła do niego jej treść. Od tej pory przepisuje książki, literki są piękne, staranne, rysunki i ozdoby jak w starych rękopisach, praca syzyfowa, ale Pan Tadeusz rozumie treść tych dzieł, które przepisał, no i wreszcie zrozumiał swoje sny. Rzucił pracę w fabryce włókienniczej i podąża za swoimi marzeniami i swoją pasją, samotny, zmarznięty, zagubiony, niezrozumiany, ale chyba spełniony....