środa, 16 kwietnia 2014

Skansen, wielkanocne zwyczaje, moje wspomnienie



Wiosna to odradzająca się przyroda, triumf życia, najpiękniejsza pora roku splatająca się z chrześcijańskim kalendarzem liturgicznym.

W ostatnią niedzielę przed Wielkanocą, zwaną palmową. kwietną albo wierzbną wspominano wjazd Chrystusa do Jerozolimy. Wtedy witano Go gałązkami palmy, teraz na pamiątkę tego robimy palemki i poświęcamy w kościele. W Polsce palmy robiono z gałązek wierzbowych, bazie były zwiastunem wiosny i symbolem odradzania się życia. Palma jest to atrybut wielkanocnego triumfu życia nad śmiercią. Z palemek robiono krzyżyki i zatykano je w polu,  było to Boże błogosławieństwo mające zapewnić bogate plony. Obecnie palmy są bardzo dekoracyjne, kolorowe, często  jest to arcydzieło sztuki ludowej. Odbywają się konkursy na największą i najpiękniejszą palmę. Tradycyjnie wygrywają palmy z Lipnicy Murowanej koło Krakowa, w tym roku zwycięska palma miała 34 metry wysokości.                                                                  
                                                                          Niedziela Palmowa, tym razem kościół 
                                                                                                w Chorzowie.
Lubimy zwiedzać budowle sakralne, chodzić na mszę za każdym razem do innego kościoła, jest to zawsze inne przeżycie i doświadczenie. Najrzadziej bywamy w lokalnym kościele, który jest jakby naszą parafią. Nie wiem dokładnie dlaczego, ale nie potrafię się tam skupić na Bogu i na modlitwie. Myślę że chodzi o rozmiar, światło i fakt że kościół jest nowy, nie ma atmosfery, siedzenia są jakby dookoła ołtarza i to zakłóca moją percepcję.
Najbliższe mojemu sercu są malutkie, stare, drewniane kościółki, tam nic nie rozprasza, jest odpowiedni klimat, czuję się bliżej Boga.
 Często tak się zdarza, że duże kościoły zwiedzamy, a małe są do modlitwy, zadumy i obcowania z Bogiem. W Chorzowie znajduje się skansen, gdzie organizowane są ciekawe imprezy pokazujące tradycje regionu, zwyczaje polegające na wypędzaniu zimy, zła, chorób, na zapewnianiu sobie dobrego urodzaju z jednoczesnym przeżywaniem tradycyjnych obrzędów Wielkanocnych.
SKANSEN


Wiele tradycyjnych zachowań związanych z wiosną i Wielkanocą zostało całkowicie zapomnianych, inne przystosowały się do dzisiejszej rzeczywistości, jeszcze inne zmieniły swoją funkcję. Górnośląski Park Etnograficzny w Chorzowie stara się zebrać stare tradycje, opowiedzieć o nich, pokazać i ocalić od zapomnienia. Mimo deszczu grano, śpiewano, jedzono, można było zrobić własną pisankę według dawnej metody i dołączyć się do konnego pochodu przebierańców.


A to jest stary gołębnik, w tym regionie kochają gołąbki, mają wiele ras i podobno fantastyczne gołębie pocztowe.








Opowieści, anegdoty, pieśni, wspomnienia dawnych zwyczajów, wyrób pisanek wielkanocnych, a wszystko to w przepięknych wnętrzach starych chat przeniesionych tu z całego regionu.







Obrzędy bezpośrednio związane z nadejściem Wielkanocy poprzedza "żurowa" środa, kiedy to palono stare szmaty, śmieci, gałęzie, liście i inne wyrzucone podczas sprzątania rupiecie. Chłopcy szykowali wielkie miotły, nasączali je żywicą, podpalali i biegali z tymi pochodniami po polach. Był to malowniczy i tajemniczo wyglądający obrzęd, na zakończenie którego organizowano we wsi wspólne, wielkie ognisko.


W czwartą niedzielę Wielkiego Postu dziewczyny ubierały słomianą kukłę - Marzannę, obchodziły z nią wszystkie domy we wsi, a na koniec następował obrzęd niszczenia. Marzannę topiono, a jak rzeki były jeszcze zamarznięte, to palono. Było to symboliczne wygonienie zimy i chorób. Chłopcy często nosili swoją kukłę - Marzanioka.
Zaraz potem prowokowano nadejście radosnej wiosny, poprzez strojenie  kolorowymi wstążkami drzewka zwanego gaikiem. Obydwa obrzędy odbywają się przy akompaniamencie ludowej muzyki i tradycyjnych pieśni.










W Wielki Czwartek najciekawsze było chodzenie z kołatkami, klekotkami, grzechotkami i wszystkim co mogło robić hałas. Chodzono tak dookoła kościoła, a potem po całej wsi, miało to wypędzić złe moce. Ten element został potem wprowadzony do kościoła, żeby hałaśliwie i radośnie okazać radość ze Zmartwychwstania.
Bardzo ładnie zorganizowano chorzowski skansen, szalenie pouczające dla dzieci.
Te chaty strzechą kryte, stodoły, kościółki, cerkiew, spichlerze, kapliczki, płoty, zagrody,  zwierzęta, maszyny rolnicze, wyposażenie wnętrz i kwitnące ogrody. Gdyby nie deszcz, to chętnie spędziłabym tam cały dzień.

Bardzo ważnym zwyczajem wielkopiątkowym było i jest do dziś czuwanie przy bożym grobie i wystawianie straży, od piątku do Niedzieli Zmartwychwstania. Najciekawsza forma warty jest praktykowana w Koziegłówkach w pow. myszkowwskim.  Tam wartę trzymają "Turki", mężczyźni w niezwykle barwnych strojach i maskach. Według dawnych przekazów żołnierze wracający ze zwycięskiej bitwy pod Wiedniem przebrali się w zdobyte na tutkach ubrania i maski i radośnie wjeżdzali do swojej wsi. Mieszkańcy wzięli ich za najeźdźców i uciekli. Żołnierze wkroczyli do pustego kościoła podziękować za szczęśliwy powrót, a jak zobaczyli Grób Pański, to zaciągnęli wartę....i tak aż do dziś.
Wielki Piątek był najbogatszy w wydarzenia i obrzędy ludowe. Najbardziej spektakularne było obmywanie się, i kąpiel w rzece, co miało symbolizować biblijny Cedren. Wierzono, że takie szorowanie się w rzece ma działanie lecznicze i że każdy kto się odważy na ten zabieg w lodowatej wodzie, będzie przez cały rok zdrów i wesół. Powagi tym ablucjom dodawała modlitwa na kolanach w kierunku słońca, przed i po myciu.
Wielka Sobota to błogosławieństwo pokarmów.
Dawniej do koszyka wkładano wszystko co miało być spożyte podczas wielkanocnego śniadania. Zjadano wszystko, a okruchy zanoszono dla zwierząt.

WIELKANOCNE WSPOMNIENIE Z KALIFORNII
Moja córeczka nie znosiła jajek na twardo. Śniadanie świąteczne to była dla niej tortura. Kiedyś w kościele ksiądz pytał dzieci co wkładają do koszyczka oprócz tego co włoży mama. Wymieniano czekoladowe zające, cukierki, babeczki, jabłka, pomarańcze... Weronika zapytała czy jak ktoś lubi sałatę to może poświęcić pomidora i ogórka, ksiądz powiedział że tak. Weronika była zadowolona, ale widać było, że coś jej jeszcze chodzi po głowie. Po mszy podeszła do księdza i zapytała, czy te jajka co święcimy to koniecznie muszą być gotowane, bo ona by wolała surowe. Wyjaśniła księdzu, że nie cierpi gotowanych, a lubi jajecznicę, to mogłaby usmażyć święcone jajko na święconym maśle i ze święconą solą i święconym chlebkiem i to by było wspaniałe świąteczne śniadanie. Ksiądz powiedział, że nie ma przeszkód. Weronika zadowolona pomalowała swoje surowe jajka i włożyła do koszyczka.
Wszystko by było dobrze, gdyby nie to że w naszej parafii zawsze po mszy parafianie gromadzą się w kawiarence i wspólnie piją kawę, jedzą lunch albo ciasto (to taki amerykański zwyczaj i sposób na dodatkowy zarobek dla parafii).W niedzielę wielkanocną wyjątkowo nie organizowano lunchu jak zazwyczaj po mszy, ale wszyscy dzielili się jajeczkiem. Kościelny brał po jajeczku z każdego koszyczka i zanosił do jadalni. Parafianie podchodzili do siebie, podziwiali pisanki, stukali się jajeczkami i składali życzenia. Trzeba trafu, że na jajko Weroniki załapał się pan który postanowił rozbić skorupkę na głowie kolegi. Na szczęście skończyło się na śmiechu, panowie doszli do wniosku, że ktoś przez pomyłkę włożył do święcenia surowe jajko. Ja byłam zobowiązana do sekretu, a Weronika miała niezły ubaw.


Jajko to symbol nowego życia, zdrowia i szczęścia.

Są dwie główne techniki zdobienia
( nie licząc wyklejanek i malowania farbami), są to pisanki i kroszonki.
Pisanki to jajka malowane woskiem pszczelim, a potem barwione.
Kroszonki są barwione na jeden kolor, a potem wydrapuje się wzory.

Kolory używane do barwienia jajek miały symboliczne znaczenie. Na przykład czerwony to miłość i zwycięstwo, różowy to życzenie komuś sukcesów, zielony to życzenie bogactwa, pomarańczowy to powiedzenie i podobasz mi się, a czarny to pamięć i szacunek np. dla księdza czy nauczyciela.

Używano naturalnych barwników, zielony uzyskiwano z wywaru młodych pędów jęczmienia i pszenicy, używano też cebuli, malwy, kory dębu, sfermentowanego drzewa itd...


Wielka Niedziela to uroczysta msza święta poprzedzona procesją rezurekcyjną. Kiedyś po rezurekcji odbywały się wyścigi furmanek, objeżdżano też konno pola. Do dnia dzisiejszego w Pietrowicach Wielkich zachował się zwyczaj kolorowej, konnej procesji. Konne orszaki również organizowane są w innych wsiach, ale w poniedziałek. W Ostropie chłopcy zakładają na siebie wieńce z bukszpanu, a po uroczystościach w kościele celują nimi w krzyż misyjny, któremu chłopcu uda się tak trafić, że wieniec zawiśnie, ten w tym roku znajdzie wybrankę serca.

Poniedziałek Wielkanocny był dniem zabaw i odwiedzin. Popularne było oblewanie wodą i smaganie wierzbowymi rózgami. Oblewanie było formą zalotów, najbardziej mokra dziewczyna, to ta która miała największe powodzenie. Dziewczyny dawały chłopcom upominki, były to malowane jajeczka, ich wzór i kolor mówiły, choć bez słów, o uczuciach dziewczyny. Często po śmingusie -dyngusie powstawały stałe pary. W Wilamowicach do dziś jest zwyczaj przynoszenia pod kościół wanny z wodą i wrzucania tam dziewczyn wychodzących  po mszy.

Można było kupić coś na pamiątkę.

 Pompy, studnie i ule bardzo mi się podobały.
Chorzów to całkiem ładne miasto, starówka warta odwiedzenia.