piątek, 4 kwietnia 2014

Wiosna w koło



Znów wiosenna wycieczka, tym razem Ustroń, Wisła, a potem jak zwykle w góry.



Drewniany pałacyk myśliwski  Habsburgów, zbudowany w 1898 pod Baranią Górą, w 1983 roku rozebrany i przeniesiony do Centrum Wisły. Obecnie mieści się tam lokalny PTTK, kawiarnia i organizowane są wystawy.

Wisła-Głębce, wiadukt

W XIX wieku miejscowość Wisła była odcięta od komunikacji kolejowej, turyści mieli kłopot z dotarciem do tej części Beskidu Śląskiego.
Postanowiono zbudować kolej. Ze względu na ukształtowanie terenu było to nie lada wyzwanie. Powstało mnóstwo mostów kolejowych nad rzekami i dolinami i kilka wiaduktów.



W latach 1885-86 uzyskano koncesję na budowę linii kolejowych w zachodniej części zaboru austriackiego. Projektem i budową zajęło się.....uwaga, ciekawa nazwa,
" Wyłącznie Uprzywilejowana Kolej Północna Cesarza Ferdynanda".



Otwarto linię Cieszyn, Bielsko, Wadowice, Kalwaria / Lanckorona. Wiadukt Wisła-Głębce powstał w 1933 roku. Wiadukt spina duktem komunikacyjnym dwa wzniesienia otaczające wylot z doliny,
ma długość 122 metry i siedem przęseł.


Jak się ignoruje szlaki i idzie na azymut, to często jest ciekawiej, ale można wylądować na stromym nasypie kolejowym i po niewłaściwej stronie rzeczki. Nie było łatwo zejść na dół, bo prawie pionowo, ruchome kamyczki i wszędzie kolczaste jeżyny.






Zawieram znajomości ze wszystkimi psami po drodze.

Las jest piękny i tajemniczy, ale bywają niebezpieczne i nieoczekiwane odkrycia.


 Kiedyś idąc poza szlakiem natknęliśmy się na stare bunkry, jakieś zasieki, okopy. Zaczęliśmy sobie żartować, że chyba niedawno tu byli partyzanci, bo jeszcze się dymi ognisko i  zapach tego co konsumowali. Zaraz potem natknęliśmy się na wężyki i całą resztę urządzeń służących do wyrobu bimbru.






Po drodze mijamy  siewcę, aż trudno uwierzyć, że jeszcze dziś rolnicy w ten sposób ręcznie sieją. Stoję jak urzeczona, to jest widok jak z innej epoki, człowiek nabiera ręką z kosza zawieszonego na szyi i rozrzuca takim charakterystycznym ruchem, jak w "Chłopach". Pewnie to dlatego, że w górach i na małym poletku nie ma sensu bawić się w siewniki i inne nowinki, po prostu jest jak dawniej.




W środku lasu wychodzimy na grupkę drzewek przystrojonych łańcuchami, bombkami. Chyba ktoś zrobił świąteczną dekorację dla zwierzątek.
Kiedyś chodząc po górach usiedliśmy sobie na
pniu, za nami szczyt, pod nami zielona dolina,
rzeczka, nad nami cudowne niebo, coś bzyczy,
kanapki zjedzone, ogarnęła nas taka miła błogość.
 Ze snu zbudziło mnie szturchanie. To barany bezceremonialnie rewidowały mój plecak i częstowały się ciasteczkami. Miłe zwierzątka, wizyta im się najwyraźniej podobała, ale przybiegł kundelek i zaprowadził porządek z niesubordynowanymi baranami. Najciekawsze jednak było to, że w oddali, na środku polany siedział pastuszek, chyba mały chłopak i w ręku miał komórkę a na kolanach laptopa. To był odlotowy widok.





A to są sadzonki jodełek, gotowe do wsadzenia na zboczu poniżej.



Osiągamy szczyt. Na Stożku jest jedno z najstarszych schronisk w Beskidzie Śląskim.
Jesteśmy na granicy, potem droga jest raz po polskiej stronie, raz po czeskiej.









Zachowały się stare słupy graniczne z 1920 roku i stare
 tablice informacyjne


Idziemy granicą, od słupka do słupka aż na Stożek Mały i Kobylą Górę. Pogoda super na wycieczkę, rano było 6 stopni, w środku dnia bardzo ciepło, przeszło 20, potem trochę deszczu, znowu słońce, a teraz lekki chłodek.